O historii jastrzębskiej komendy, nietypowych działaniach w czasach kryzysu i grupach specjalistycznych rozmawiamy z Wojciechem Piechaczkiem, Komendantem Miejskim PSP w Jastrzębiu-Zdroju.

Wojciech Piechaczek w swoim gabinecie

fot. Łukasz Cepiel

Obchodzimy właśnie 30-lecie Państwowej Straży Pożarnej, jednak historia jednostki w Jastrzębiu-Zdroju sięga lat 70. Proszę opowiedzieć, czego dotyczy rocznica?

Rocznica nawiązuje do ustawy z 24 sierpnia 1991 roku, która weszła w życie rok później, ale to przecież nie początek zawodowego pożarnictwa w Polsce. W naszym mieście miało ono swój początek w 1976 roku w budynku przy 1 Maja 15. W 1992 roku nadano formacji nazwę Państwowa Straż Pożarna, ukształtowano ją na nowo, po zmianach ustrojowych.

Jak długo pracuje pan w komendzie?

Pracę w jastrzębskiej komendzie rozpocząłem w 2001 roku, a służbę w PSP w roku 1997 jako podchorąży w Szkole Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie. Komendantem w tutejszej jednostce jestem od 2017 roku.

W ciągu tych 30 lat zapewne wiele się zmieniło…

Pierwsze zmiany zaszły już w 1992 roku. Wtedy strażacy po raz pierwszy wzięli na siebie ciężar działań prewencyjnych tj. kontrolno-rozpoznawczych. Skupiono się na profilaktyce. Ta część pracy strażaków jest mniej widoczna dla społeczeństwa, choć równie ważna. Zależy nam na tym, by do pożarów dochodziło jak najrzadziej. Od tamtego czasu podlegamy pod MSWiA. Po reformie administracyjnej w 1999 przestaliśmy być komendą rejonową, a zostaliśmy komendą miejską. Dla nas osobiście ważna była też przebudowa naszej siedziby. Stała się bardzo funkcjonalna.

Świat się zmienia, i my też się do tych zmian dostosowujemy, adaptujemy to miejsce aby odpowiadało naszym potrzebom. Bardzo wzrosła na przestrzeni lat świadomość zagrożenia związanego z wdychaniem toksycznych substancji. Utworzyliśmy tu nowoczesną pralnię do naszych bojowych ubrań, ponieważ w czasie gaszenia pożarów pochłaniają one dym pełen toksyn. Kiedyś zaangażowanie strażaków mierzono na podstawie wyglądu ich ubrania bojowego. Miarą  tego był stopień zużycia i zabrudzenia odzieży specjalnej. Dziś wiemy, że dbając o czystość odzieży roboczej dbamy o nasze zdrowie. W ciągu tych wszystkich lat zmieniała się też technologia, po ulicach jeżdżą samochody o innych konstrukcjach, innym paliwie napędowym jakim jest prąd elektryczny. Widzimy, że motoryzacja ewoluuje, a prawdziwą rewolucję przyniosą pojazdy napędzane wodorem. Musimy nadążać za zmianami i wyzwaniami, by skutecznie nieść pomoc tam, gdzie jest ona potrzebna. Dość mocno zmieniły się też nasze stroje, rękawice, kaski i hełmy, sprzęt ochrony dróg oddechowych. Teraz są bardziej zróżnicowane, funkcjonalne oraz ergonomiczne.

Ważnym wydarzeniem na przestrzeni lat było też utworzenie zaplecza do ćwiczeń przy naszej komendzie. Można nazwać go małym poligonem do ćwiczeń zarówno ratownictwa wysokościowego jak i działań poszukiwawczo-ratowniczych. W trakcie realizacji jest kompleks ćwiczebno – szkoleniowy służb mundurowych na terenie przy Zakładzie Karnym w Jastrzębiu-Zdroju.

Jastrzębie-Zdrój ma się w tych dziedzinach czym pochwalić.

Powołanie dwóch specjalistycznych grup ratowniczych to też jeden z ważniejszych momentów w naszej historii. Specjalistyczna Grupa Poszukiwawczo-Ratownicza jest przygotowana do działań podczas katastrof budowlanych. To jedyna na tym poziomie grupa na Śląsku. W całym kraju jest ich siedem. Mówimy tu o ciężkiej grupie poszukiwawczo-ratowniczej tj. grupie, która jest wyposażona w specjalistyczny sprzęt i samodzielnie podejmie każde działania podczas katastrof budowlanych. Mamy też Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Wysokościowego, która pracuje nie tylko na wysokościach, takich jakie występują na kolejkach linowych, ale i w głębokościach, np. studniach czy wykopach. Zaczęliśmy tworzyć te grupy w 2005 roku we współpracy z OSP Jastrzębie-Zdrój. W 2008 roku oficjalnie powołano Specjalistyczną Grupę Poszukiwawczo-Ratowniczą. Obejmującą swym działaniem Śląsk oraz inne rejony Kraju jeśli zajdzie taka potrzeba.

Ile psów pracuje w grupie poszukiwawczej?

Przez lata było ich wiele, a obecnie pięć psów kontraktowych ma aktualne uprawnienia. Mamy też pierwszego psa służbowego. Pracują z nimi specjaliści. Bycie przewodnikiem psa ratowniczego to wielkie wyzwanie. Potrzebne są do tego nie tylko predyspozycje, ale też zamiłowanie do zwierząt i pasja. Bez tego nie ma sukcesu.

Jak wygląda współpraca między Państwową Strażą Pożarną, a jednostkami Ochotniczej Straży Pożarnej?

Mamy ich w Jastrzębiu sześć. To bardzo istotna część tej pożarniczej układanki. To pasjonaci. W wolnym czasie chcą pomagać ludziom. Poza istotnym wkładem we wspólne bezpieczeństwo działają też jako lokalne organizacje społeczne, mają duży wkład w jej spajanie. Są nieocenieni kiedy mamy kumulację zdarzeń. O tym, jak ważne są jednostki OSP przekonaliśmy się w ostatnich dwóch latach…

Jak się zmieniła praca strażaków w tym trudnym czasie?

Pandemia i wojna były zaskoczeniem, ale zaskoczeniem było też to, jak zmieniły się obszary naszego działania. Strażacy współpracowali z Ośrodkiem Pomocy Społecznej od początku pandemii, przywozili leki i posiłki osobom objętym izolacją, dowozili osoby starsze na szczepienia, transportowali tlen do szpitala. W najtrudniejszym czasie w ramach wolontariatu strażacy ochotnicy pomagali też na oddziałach szpitalnych. Transportowaliśmy maseczki, płyny do dezynfekcji. Część strażaków jest jednocześnie zawodowymi ratownikami medycznymi. Jeden z naszych funkcjonariuszy został skierowany do jednego z tymczasowych szpitali covidowych. Kiedy ratownictwo medyczne było przeciążone strażacy w czasie pandemii kierowani byli do sytuacji zagrożenia życia i zdrowia. Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia – duży, czerwony wóz strażacki ewakuuje chorych do szpitala…

 Jastrzębscy strażacy od razu zostali zaangażowani w działania pomocowe dla uchodźców z Ukrainy. W czterech jednostkach OSP znajdowały się do niedawna punkty zbiorowego pobytu dla uchodźców. Choć ochotnicy już ich nie goszczą, wciąż pełnią dyżury w obecnym punkcie. Od początku wojny zajmujemy się pomocą humanitarną. Nasz autobus transportował Ukraińców z granicy od początku tego konfliktu. Przez ten czas zrobił 20 tysięcy kilometrów. Potem nasze busy pomagały w dyslokacji uchodźców na terenie województwa. Nowe potrzeby sprawiły, że poszerzyliśmy nasze działania.

Jakie zdarzenia ratownicze z tych 30 lat najbardziej zapadają w pamięć?

W 1992 roku był pożar w Kuźni Raciborskiej. Pochłonął wiele hektarów lasu i odebrał życie dwóch strażaków. Pięć lat później (1997 r.) miała miejsce powódź stulecia, przy której również pracowali nasi funkcjonariusze. W naszym mieście w tym czasie też było kilka powodzi, głównie związanych ze specyfiką rejonu, szkodami górniczymi. W 2010 roku przez wiele dni miasto było zalane i praktycznie odcięte od innych miejscowości. Mnie najbardziej w pamięci zapadły działania związane z akcjami specjalistycznymi. Wybuch na ulicy Chopina w Katowicach w 2014 roku… zginęło tam między innymi małżeństwo dziennikarzy z dzieckiem. Ta akcja była dla nas dużym wyzwaniem.

Pamiętam wielogodzinną akcję pod Częstochową, kiedy próbowaliśmy uratować człowieka, na którego obsunęła się ziemia podczas kopania studni. Jednym z najbardziej tragicznych wydarzeń w naszym mieście, może i kraju, był pożar domu w Ruptawie kilka lat temu, w którym zginęła prawie cała rodzina. Sprawa, jak się później okazało, była jeszcze bardziej tragiczna niż początkowo wszyscy myśleli.

Czy strażacy wyruszając na akcje myślą o niebezpieczeństwie, które im grozi?

„Być ofiarnym i mężnym w ratowaniu zagrożonego życia ludzkiego i wszelkiego mienia – nawet z narażeniem życia” – to fragment roty ślubowania, która jest częścią ustawy o Państwowej Straży Pożarnej. Świadomość ryzyka oczywiście jest. Zdarzają się akcje, w których strażacy giną. Działania prewencyjne i środki ochrony osobistej mają zminimalizować takie ryzyko. Niwelujemy zagrożenia i dla użytkowników różnego rodzaju obiektów, ale też dla nas – by ułatwić akcje i sprawić, by były jak najbardziej skuteczne i bez ofiar.

Ile osób pracuje obecnie w komendzie?

82 funkcjonariuszy i 4 pracowników cywilnych. Komenda to nasz drugi dom. Najlepsza inwestycja to inwestycja w ludzi. Pracują u nas ludzie z pasją, chcą się rozwijać. To dzięki ich zaangażowaniu udało się utworzyć grupy specjalistyczne. W ratowniczym świecie jesteśmy marką, jesteśmy rozpoznawalni.

Strażacy cieszą się bardzo dużym zaufaniem społecznym. We wszelkich rankingach uchodzą za jedną z najbardziej cenionych grup zawodowych. Dla wielu jesteście wręcz superbohaterami. Jakie podejście mają do tego sami strażacy?

W Jastrzębiu-Zdroju to zasługa wielu pokoleń strażaków, tych, którzy pracują obecnie oraz tych, którzy są już na zasłużonej emeryturze, a służyli pod wodzą poprzednich komendantów. To na pewno jest budujące, kiedy czujemy się docenieni. To podejście wynika z faktu, że jesteśmy formacją ratowniczą, udzielającą pomocy, czyniącą dobro. Staramy się robić wszystko, by na to zaufanie zasłużyć. Ludzie widzą, że jesteśmy skuteczni i to doceniają. Niezadowolenie pojawia się jedynie przy działalności kontrolnej, której częścią jest egzekwowanie przepisów przeciwpożarowych. Śmiejemy się , że te 10% osób do nas nieprzekonanych, to właśnie te, które musiały naprawiać nieprawidłowości po kontrolach.

Od kilku lat w mieście odbywają się zawody ratownictwa technicznego. Czy w tym roku też się odbędą?

Zaczęliśmy je organizować zainspirowani zawodami, w jakich braliśmy udział w Czechach. Pierwszy raz odbyły się w 2017 roku. Zakończyły się bardzo pomyślnie, dlatego w kolejnym roku były to zawody wojewódzkie. Tym razem będą ogólnopolskie. Inscenizujemy w nich sytuacje, które zdarzają się w wypadkach drogowych. Nie zawsze samochód stoi wtedy na czterech kołach. W samochodach znajdują się żywi pozoranci co jeszcze urealnia scenerię i oddaje prawdziwość działań. To wymaga chirurgicznej precyzji od uczestników. To pozwala doskonalić techniki ratownicze przy zdarzeniach drogowych. I Ogólnopolskie Zawody Ratownictwa Technicznego o Puchar Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej odbędą się 2 września przy hali widowiskowo-sportowej przy al. Jana Pawła II 6.